ASK ME ANYTHING – usługi w chmurze publicznej, a licencje – czy są w ogóle potrzebne?

Seria ASK ME ANYTHING cieszy się sporą popularnością, wracam więc, do tematu licencji i ich potrzeby oraz możliwości wykorzystania na platformach chmury publicznej. Był już poruszony temat modeli BYOL [Bring You Own License], a także licencji wliczonych w oferowane rozwiązania (w odniesieniu do modelu IaaS). Tymczasem chmura publiczna i jej zalety to głównie wykorzystanie dostępnych usług bez potrzeby dbania o kwestie infrastrukturalne. Przenosimy się zatem do obszaru PaaS, czyli Platform as a Service czy też SaaS – Software as a Service. O tym jak zbudować aplikację i nie użyć ani jednego serwera, został ostatnio opublikowany ciekawy artykuł, które autorem jest Michał Furmankiewicz, (na co dzień mam przyjemność pracować z tym Panem 🙂 w jednym zespole). Zachęcam do lektury, bo jest to idealny punkt wyjścia do dalszych rozważań, szczególnie w kontekście licencyjnym.

Co z tymi licencjami?

W przypadku klasycznego podejścia i budowy architektury rozwiązania opartej o własną infrastrukturę w zasadzie każdy z serwerów udostępniający jakąś usługę wymagałby odpowiedniej licencji. Oczywiście można polemizować tutaj czy będą wymagane jakieś licencje, jeśli wszystkie elementy rozwiązania uruchomione zostaną na systemie Linux. Jednak nie każde rozwiązanie działa w oparciu o oprogramowanie open source. Co więcej, nawet niektóre środowiska działające w oparciu o system Linux będą wymagały licencji np. na silnik baz danych. Skoro już o bazach danych mowa to jest to bardzo dobry przykład usługi, która w przypadku migracji do chmury publicznej ma w niej ekwiwalent dobrze znanego rozwiązania jakim jest Microsoft SQL Server. Mówiąc o ekwiwalencie odnoszę  się funkcjonalności na poziomie silnika relacyjnej bazy danych (na dodatkowe usługi przyjdzie jeszcze czas). Podczas gdy w ramach własnej infrastruktury lub w środowiskach IaaS chmury publicznej, do dyspozycji są modele licencyjne tj. na serwer, na użytkownika czy też licencje wliczone w jednostkę pracy maszyny wirtualnej – to nadal są to licencje, przypisane do uruchamianego środowiska, które stanowią część wykorzystywanej usługi.  Co więcej, są to licencje, których koszt jest zwyczajnie doliczony do oferowanej usługi – przecież dość łatwo policzyć rdzenie maszyny wirtualnej, z której korzystamy.

Magiczny świat PaaS

Tymczasem wkraczając w świat PaaS i wspomnianego SQL Server dotykamy zupełnie nowego modelu. Modelu, który w żaden sposób nie bazuje na ilości użytkowników wykorzystujących rozwiązanie czy tym bardziej ilości rdzeni w serwerach, które zostały powołane do świadczenia usługi (de facto często nawet nie będziemy wiedzieli jakimi parametrami sprzętowymi dysponuje przydzielony nam serwer). Nowy model oparty jest wyłącznie o wydajność wykorzystywanej usługi, wydajność, która do klienta końcowego komunikowana jest w postaci jednostek wydajności danej usługi np. DTU(Database Thransaction Unit) , DWU (Data Warehouse Unit), a ostatnio nawet QPU (dotyczy usługi analitycznej na platformie Azure).  Uruchamiając usługę określona  zostaje liczba jednostek, za którą pobierana jest opłata. Liczbę jednostek można zmienić (w górę lub w dół), a samą usługę (jak w przypadku Azure DWH) nawet zatrzymać, co eliminuje opłaty za moc obliczeniową, utrzymują jednocześnie opłaty za przestrzeń dyskową wykorzystywaną przez dane. Oczywiście wraz ze zmianą jednostek, zmienia się też konfiguracja zasobów przypisanych do usługi. Jednak z perspektywy licencyjnej problem takiej zmiany nie istnieje, ponieważ nie jest tutaj przypisywany dedykowany pakiet licencji, oferowana jest wyłącznie usługa. Warto w tym miejscu odnieść się do wspomnianych na wstępie środowisk wirtualnych IaaS w ramach chmury publicznej – w tym przypadku również istnieje możliwość skalowania (góra,dół), jednak zakładając, że korzystamy z modelu BYOL każdorazowa zmiana generuje konieczność zmiany ilości licencji przypisanych do wystąpienia wirtualnego. W przypadku licencji wliczonych w minutowe stawki działania przypisanie licencji jest tożsame ze zmianą stawki rozliczeniowej za działanie maszyny. Mimo wszystko, jednak nadal aspekt licencyjny pojawia się jako element takiego rozwiązania.

Chmura upraszcza licencjonowanie…. i kanibalizuje SAM?

Tak! Bez wątpienia w przypadku modelu usługowego można swobodnie skupić się na budowie rozwiązania, zamiast zgłębianiu licencyjnych zawiłości, jak chociażby kwestii środowisk zapasowych, aktywnych i pasywnych węzłów czy mobilności maszyn wirtualnych pomiędzy węzłami klastra wirtualizacji. Warto zatem zadać kolejne pytanie, czy uproszczenie obszarów licencyjnych oznacza, że obszar Software Asset Management, w najbliższym czasie będzie odchodził na drugi plan? Wręcz odwrotnie, SAM w dobie chmury publicznej to temat równie rozwojowy, jak w przypadku klasycznych licencji wieczystych(ten temat też postaram się opisać nieco szerzej już niedługo).